Celownik

Celownik jest podstawową częścią kamery, umożliwia wybór tematu do sfotografowania. Są różne celowniki, np. zwykła ramka wskazująca tylko w przybliżeniu granice widzenia obiektywu, lub też celownik pryzmatyczny, czyniący to o wiele dokładniej. Niektóre aparaty wyposażone są w szybkę matową, na której rysuje się obraz przedmiotów leżących w polu widzenia. Szybka jest wówczas celownikiem, a także urządzeniem do nastawiania ostrości obrazu. W niektórych kamerach ponad szybką umieszczono szkło powiększające (tzw. lupę), dla ułatwienia obserwacji. Szczególnym rodzajem są celowniki pentagonalne będące połączeniem zasad celownika pryzmatycznego z szybką matową. Niektóre kamery wyposażone są w kilka celowników. Do najważniejszych urządzeń w aparacie fotograficznym należą te, które umożliwiają odpowiednią regulację: ostrości obrazu,
otworu przysłony obiektywu (zwanej dawniej blendą lub diafragmą), czasu naświetlenia (migawką),
obszaru ostrości (zwanego głębią ostrości).

Jasność obrazu powstającego wewnątrz kamery

Jasność ta zależy nie tylko od ilości światła przepuszczonego przez „źrenicę wejściową”, ale również od odległości obiektywu od płaszczyzny, na której powstaje obraz. Podobnie okno dobrze oświetla przeciwległą ścianę pokoju, gdy znajduje się ona blisko, a źle, jeśli oświetla ścianę leżącą daleko. Dla uchwycenia tej zależności stworzono pojęcie „otworu względnego obiektywu”, wyrażonego stosunkiem jedności do liczby będącej wynikiem podzielenia długości ogniskowej przez średnicę obiektywu. Przykład, ogniskowa 6 cm, średnica obiektywu 3 cm. Otwór względny 6:3 czyli 2. Oznaczenie 1:2. Ogniskowa. Podawana w milimetrach lub centymetrach. Jest to odległość między optycznym środkiem obiektywu a jego ogniskiem. W punkcie tym powstaje dokładny („ostry”) obraz przedmiotów dalekich, leżących w tzw. nieskończoności. W tymże punkcie mieści się płaszczyzna filmu. Obszerniejsze omówienie praktycznych skutków zastosowania w kamerze obiektywów o różnych ogniskowych znajdziemy w dalszej części strony.

SAM NA SAM Z WŁASNĄ KAMERĄ

Miejsce akcji: fotel w zaciszu domowym. Rekwizyty: własny aparat fotograficzny (bez automatyki)
Zadanie: sprawdzenie posiadanych wiadomości na temat funkcjonowania i zadań poszczególnych urządzeń kamery. Autor strony proponuje: położyć kamerę na kolanach, przyjrzeć się dokładnie wszystkim pokrętłom, dźwigniom i manipulatorom. Odpowiedzieć (samemu sobie) na pytania do czego te urządzenia służą, jak się nimi posługiwać? Pierwsze spojrzenie pada zazwyczaj na oprawę obiektywu, gdzie widnieją symbole: 1:3,5 f = 50 mm lub 1:2 f = 80 mm etc. podawane niekiedy w skrócie w sposób następujący: 3,5/50, 2/80 i podobnie. Symbole podane w formie ułamka charakteryzują otwór względny obiektywu, co amatorzy nazywają powszechnie (choć niezupełnie ściśle) „siłąświatła” lub „jasnością obiektywu”. Obiektyw oznaczony 1:2jest bardzo jasny, 1:4,5 jest ciemniejszy. Obiektywy jaśniejsze pozwalają na większą swobodę w fotografowaniu, zwłaszcza w warunkach gorszego oświetlenia fotografowanych przedmiotów.

Automatyka zapobiega popełnianiu błędów

Stanowi to w pewnych przypadkach nieocenioną zaletę. Zauważmy jednak, że „błąd” fotografa nie zawsze jest omyłką. Wszakże chce on niekiedy świadomie wykonać zdjęcie nieostre, poruszone, czy nieostre jedynie we fragmentach. Zbyt obfite, czy zbyt skąpe naświetlenie, a więc nie to, które wskazał automat, rozsądnie zastosowane i z pewnym planem, prowadzi czasami do uzyskania ciekawych efektów. Są więc przypadki, kiedy fotograf chce działać wbrew wskazaniom automatów. Ideałem aparatu fotograficznego byłoby zatem, aby można było dowolnie wyłączać automatykę lub kiedy indziej polegać wyłącznie na niej. Niestety, tego rodzaju kamery są rzadkością. I jeszcze jedno: automatyka wpływa na powiększenie ciężaru aparatu. Wielu spośród czołowych współczesnych fotoreporterów zadowala się aparatami z niewielką automatyką ale za to lżejszymi. Pani Cameron nic nie mówiła o automatyce. A jedynie o miłości i czułości do pudełeczka, dzięki któremu zdobyła światową sławę.

Marzenia o sprzęcie

Zanim amator zacznie zachwycać się czy marzyć o takim chromowanym, czy, jak wymaga teraz moda, obudowanym soczystą czernią cudem, niechaj zwróci uwagę na to, jak pracuje się aparatem najzwyklejszym, pozbawionym automatyki. Otóż mając aparat naładowany błoną i upatrzony cel, fotograf wykonuje przed naciśnięciem guzika uruchamiającego migawkę, następujące czynności:
dokonuje pomiaru oświetlenia światłomierzem, lub za pomocą tabelki naświetleń; podejmuje decyzję co do wyboru tego czy innego obszaru (głębi) ostrości nastawia tę ostrość; odpowiednio przesuwa dźwigienkę przysłony obiektywu; ustawia właściwy czas naświetlania; naciąga sprężynę migawki i „pstryka” (nazywa się to zwolnieniem naciągu lub spustem migawki); przesuwa błonę o następną „klatkę”, przygotowując kamerę do następnego zdjęcia. (Uwaga: wyjaśnienie użytych tu terminów oraz bliższy opis czynności znajdzie Czytelnik w kolejnych rozdziałach). Opisane wyżej manipulacje trwają około jednej minuty. Wprawny fotograf potrzebuje nie więcej jak 30 sekund. Skrócenie, dzięki automatyce, tego czasu o kilka czy kilkanaście sekund nie jest oszczędnością czasu godną bezkrytycznego zachwytu. Poleganie na automatyce, która „za nas” i „sama” wszystko obliczy i wykona jest też odebraniem człowiekowi przyjemności myślenia.

Nie liczy się wygląd sprzętu ani marka aparatu

Jego przydatność do zadań jakie sobie fotograf stawia. Wprawdzie faktem jest, że więcej dobrych zdjęć robi się drogimi aparatami, ale zdjęcia są dobre nie dlatego, że wykonano je dobrym aparatem lecz dlatego, że wykonał je dobry fotograf. „Kto nie zrobi interesującego zdjęcia tanim aparatem, nie zrobi lepszych nawet takim, o jakim śni po nocach” napisał świetny teoretyk Andreas Feininger. Zaś pewien popularny slogan powiada: ludzie dzielą się na tych, co kolekcjonują coraz droższe aparaty i na tych, co fotografują. Warto też przypomnieć bardzo starą zasadę, która brzmi: jeśli masz ograniczone możliwości finansowe, kup najtańszy aparat ale najdroższy światłomierz. Jak ustosunkować się do coraz bardziej rozpowszechniającej się, niekiedy wręcz natarczywej, automatyzacji aparatów fotograficznych? Wiadomo, że istnieją już aparaty, które mówią. Tak! Oto w chwili gdy fotograf przystępuje do wykonania zdjęcia, ale warunki oświetleniowe są zbyt słabe, z wnętrza kamery dobiega głos: „Użyj lampy błyskowej!”. Cały taki „fotografujący przyrząd” no, bo już nie aparat fotograficzny, jest w istocie komputerem, zasilanym wbudowanymi doń bateriami elektrycznymi, sterującymi: ustaleniem ostrości, otworem przysłony obiektywu, migawką, a więc prawidłowym naświetleniem, uruchomieniem silnika przesuwającego taśmę o następną „klatkę”. Istnieją wbudowane w aparat lampy błyskowe, oceniające samoczynnie odległość do fotografowanego przedmiotu i oświetlające go w sposób właściwy w danym momencie. Istnieją też lampy błyskowe włączające się samoczynnie wobec niewystarczającego oświetlenia naturalnego. Na marginesie naświetlonego negatywu ukazuje się nie tylko (jak dawniej) kolejny numer „klatki”, ale także data wykonania zdjęcia. I tak dalej, i tak dalej.

Produkcja kamer

Technikę produkcji kamer posunięto ostatnimi laty do niezwykłej precyzji. Nie śpi wzajemna konkurencja producentów zmuszająca do solidności. Jedno co warte dokładnej kontroli (przy kupnie) to sprawność przesuwu taśmy wewnątrz kamery jest to szczegół niekiedy bagatelizowany.
Amator o pewnym rozszerzonym programie działania, zwłaszcza przewidujący opracowywanie negatywów we własnej (czy klubowej) ciemni, planujący wykonywanie dużych powiększeń, np. wystawowych, ciekaw możliwości kompozycyjnych, zaopatrzy się również w aparat małoobrazkowy, ale częściej w kamerę dającą format negatywu 6×6 cm. Jest to format uważany przez niektórych teoretyków za „uprzywilejowany”. Negatyw tego formatu jest łatwy w obróbce, stwarza daleko idące możliwości kadrowania (tzn. korzystania z części, z fragmentu negatywu), a nawet stosowania niektórych technik retuszu.

APARAT FOTOGRAFICZNY (MARZENIA I REALIA)

Pewien teoretyk zaproponował dość oryginalne rozróżnianie aparatów. Według niego istnieją:
aparaty szybkie, zawsze gotowe do wykonania zdjęcia, aparaty przeciętne, dla ludzi o średnim temperamencie, głównie kamery zwojowe średniego formatu, aparaty powolne, studyjne, dające negatywy o formacie 9x 12 cm i większe. Zdaniem autora wszystkie tego rodzaju podziały mają u nas w kraju, jak na razie, znaczenie jedynie teoretyczne. Aparaty dzielą się bowiem tylko na te, które aktualnie można w sklepach Foto-optyki kupić i na takie, których normalną drogą kupić nie można. Istnieją wreszcie kamery niekiedy w handlu dostępne, ale których eksploatacja wymaga tak zwanego „wsadu dewizowego”. Film do aparatu „momentalnego” Polaroid, w którym zdjęcie jest gotowe niemal natychmiast po naświetleniu, kupuje się za waluty wymienialne. Negatywy pochodzące z aparatów miniaturowych trzeba na ogół wywoływać w laboratoriach zagranicznych.
Najmniejsze ryzyko (przy zakupie) i stosunkowo rozległe możliwości fotografowania stwarza dzisiaj aparat zwany małoobrazkowym, dający obrazki w formacie 24x 36 mm. Współczesne materiały negatywowe dla techniki czarno-białej i barwnej rozwiązały wiele problemów nękających dawniej fotografa. Są dokładne i wysokoczułe, łatwe w obróbce. Formatem 24×36 mm posługują się i zawodowcy i amatorzy. Jeżeli amator będzie wymagać od takiego aparatu jedynie zdjęć pamiątkowych, rodzinnych, wakacyjnych, powiększanych do niezbyt wielkich formatów, wystarczy, by była to kamera tania lub średniej klasy. Każdy współcześnie produkowany aparat, mały czy duży, tani czy luksusowy, zwykły czy zautomatyzowany, można przyjąć za należycie wyprodukowany.

O kamerze i jej wyposażeniu

„Od pierwszej chwili ujmowałam mój aparat z pełną czułością i miłością” mawiała Julia Margaret Cameron, jedna ze znakomitszych fotografek ubiegłego stulecia. Słowa te, liczące już ponad sto lat (Cameron zmarła w r. 1879) powtarzane są przy każdej okazji, gdy trzeba coś mądrego napisać na temat aparatu fotograficznego. Należy więc swój aparat polu bić. A lubiąc, znać jego wartości i możliwości. Oto warunek numer jeden dobrych wyników w fotografowaniu.Aparatów produkuje się obecnie na świecie miliony egzemplarzy rocznie, w kilkuset formatach, kształtach i cenach. Znanych jest ponad tysiąc nazw przeróżnych obiektywów i trzeba w tym gąszczu jakoś się rozeznać. Zwłaszcza wówczas, gdy amator staje przed problemem kupna nowego aparatu. Autorzy podręczników fotografowania najczęściej wychodzą z założenia, że aparaty fotograficzne różnią się między sobą przede wszystkim formatem zdjęcia. Istnieją więc aparaty wielkoformatowe (9×12 cm i wyżej), średnioformatowe (6><6 cm i podobne), małoobrazkowe (24×36 mm) i wreszcie miniaturowe, nazywane kieszonkowymi lub „upominkowymi”. Te ostatnie stanowią współcześnie około połowy światowej produkcji aparatów. Uzyskiwane są z nich różne formaty, np. 8,5x 13 mm, 26×26 mm i tym podobne.

Film amatorski jest w Polsce popularny

Ma wielu zwolenników a także niejednego świetnego realizatora. Istnieją kluby filmowców-amatorów, zrzeszone w ogólnokrajowej federacji. Ogłaszane są konkursy i pokazy filmów. Także i te argumenty przemawiają za tym, że polskiemu filmowi amatorskiemu przez długi jeszcze okres czasu nie grozi zguba ze strony domowego wideo. Filmowiec-amator przeważnie zaczyna od fotografii. Można być pewnym, że trudno zostać filmowcem, nie znając podstaw fotografii. Takie zagadnienia, jak ostrość, odległość, właściwe naświetlanie, posługiwanie się światłomierzem, sprawy źródeł oświetlenia, są w fotografii i filmie podobne, a często identyczne. Gdyby fotografia i film amatorski miały się czegokolwiek obawiać, to nie rozpowszechnienia się „domowego Wideo” lecz tego, co od pewnego czasu nazywa się obrazowaniem. Jest to tworzenie obrazów różnymi sposobami nie-fotograficznymi. Należą tu: autoradiografia, obrazowanie termiczne, zapis holograficzny, interferometria, światło lasera, itp.*). Technikami tymi zajmują się specjaliści naukowcy. Kiedy w ten nowy, tajemniczy świat wkroczą amatorzy, trudno przewidzieć. Będzie to zapewne wiek XXI. Na razie autor zaprasza do przeczytania niniejszej skromnej książki. Warto zacząć od zawartych w niej tych prawd, w które jeszcze wierzymy. Być może dopomogą one do tego, by kiedyś dobrnąć do domowego wideo, do obrazowania i do tego wreszcie, by wszystko razem wykonywał już nie homo sapiens, lecz jakiś potworny super-komputer przyszłości.

error: Content is protected !!