Wideo i inne inwestycje

Przede wszystkim chodzi o kamerę telewizyjną, która umożliwia nakręcanie i rejestrowanie obrazu i dźwięku, a więc tworzenie filmów „telewizyjnych”, tele-dysków i.t.d. Ale kupując dopiero drugi magnetowid z możliwością montażu elektronicznego, można poważnie myśleć o działalności na jakim takim poziomie, czy o planach artystycznych. Szczytem jest amatorski mikser wizji, umożliwiający mieszanie sygnałów z kilku źródeł, np. z kamery magnetowidu i telekina. Nowym etapem pracy amatora, który nie jawił się w fotografii jest rejestrowanie dźwięku. Jest ono o wiele trudniejsze od nagrywania obrazu, wymaga szczególnych warunków akustycznych itp.. Zaś najtrudniejszym technicznie problemem jest elektroniczny montaż nagranych odcinków, odrzucenie zbędnych lub nieudanych fragmentów, czy też logiczne podporządkowanie całości. W filmie amatorskim dokonuje się tych czynności w sposób niezwykle prosty. Na nieskomplikowanej „przeglądarce” tnie się po prostu taśmę filmową i skleja w odpowiednim  porządku. W „domowym video” przecinanie taśmy jest niedozwolone. Czynność tę zastępują odpowiednie impulsy sterujące procesem zapisu. Zsynchronizowanie tej czynności jest dość skomplikowane. Niekiedy do uporządkowania poszczególnych sekwencji konieczne będą dwa magnetowidy.

WIDEO — A FILM AMATORSKI

Wideo jak niekiedy się twierdzi, rozłoży fotografikę na cztery łopatki. Słyszy się zdania, że fotografia amatorska pozostanie domeną już tylko zatwardziałych tradycjonalistów oraz ludzi o skromniejszych możliwościach finansowych, zaś tym, co wkrótce zawojuje świat — to będzie wideo. Warto tej sprawie poświęcić chwilę uwagi. „Wideo” — jest określeniem technicznym, oznaczającym przebieg elektryczny zwany sygnałem wizyjnym. Gdy mowa o tej technice w zastosowaniu do praktyki amatorskiej, na świecie przyjęło się angielskie określenie „HOME-VIDEO”. Należałoby więc na nasze potrzeby mówić „domowe wideo”, a raczej „wideo amatorskie”, względnie najściślej: „domowy zestaw urządzeń audiowizualnych”. W najprostszej wersji jest to magnetowid służący do zapisu i odczytu nagranego na taśmie magnetycznej obrazu i dźwięku, współpracujący z aparatem telewizyjnym. Wynik tego procesu w niewielkim stopniu przypomina fotografię. Jest to obraz ruchomy, a więc film, a ściślej film telewizyjny. Stąd, gdyby twierdzić, że owo „domowe wideo” ma cokolwiek ze starych technik obrazotwórczych zastąpić, to nie fotografię, lecz raczej (wciąż mowa o dziedzinie amatorskiej) — film amatorski. Czy jednak tak się stanie rzeczywiście? Wydaje się, że obie te techniki trwać będą obok siebie, każda rozporządzając innymi możliwościami i wynikami, każda, mając wielkie zalety i wielkie wady.

FOTOGRAFIA BARWNA — CZY CZARNO-BIAŁA?

Świat jest kolorowy, fotografia barwna opanowała świat. Nie znaczy to jednak, że tradycyjna fotografia zwana czarno-białą stała się czymś bezwartościowym. Ma ona swoje mocne strony, a niekiedy wręcz nieocenione zalety. Poważne znaczenie, zwłaszcza w obecnych warunkach, ma fakt, że fotografia czarno-biała jest o wiele tańsza od barwnej. Jakże pięknie o fotografii czarno-białej napisał wielki nasz mistrz Jan Bułhak (1876-1950): „Czyż nie jest rozkoszą swego rodzaju, władać ręką pewną i mocną paletą samych tylko tonów czarnych, szarych i białych i z niej, stopniowaniem tonalnym wydobywać wszelkie efekty ban« żywych i bogatych, pieszcząc się i ciesząc plamami bezkolorowymi, w których mimo to jest pełno koloru i słońca?” (Technika bromowa —Wilno 1938).
Tak wypowiedział się fotograf. Ale można powołać się w tym miejscu również na autorytet wielkiego artysty malarza i grafika, profesora Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, Leona Wyczółkowskiego (1852- 1936). Oto jego wypowiedź: „Tylko przez czerń i biel dochodzę do celu. Czarno-biała plama wyzwala od niewolniczego naśladowania świata”. Znanych jest wiele nazwisk spośród najwybitniejszych współczesnych fotografów, pracujących wyłącznie w technice czarno-białej. Takim jest Henri Cartier-Bresson, Francuz, słynny reportażysta. Takim jest Richard Avedon, głośny amerykański portrecista. Także nasi współcześni polscy portreciści —Zofia Nasierowska, Krzysztof Gieraltowski, Jerzy Łapiński. Rzadko kiedy widuje się barwne portrety fotograficzne. Technika czarno-biała jest podatniejsza przy takich opracowaniach portretu, w których do głosu dochodzą problemy nastroju, charakteru czy psychiki modela. W technice czarno-białej można fotografować wszystko i zawsze. W kolorze zjawiają się niekiedy trudności nie do pokonania. Fotografie oddawane do prasy są przeważnie czarno-białe. W wystawach szkolnych, w domach kultury, w gazetkach ściennych, a także na wystawach fotografii najwyższej klasy w salach warszawskiej „Zachęty” i im podobnych, w całym kraju fotografie barwne są wciąż jeszcze rzadkie. Nie wstydźmy się techniki czarno-białej. Chwalmy ją a może i kochajmy. Nie przeszkodzi to nam szanować jej młodszej siostrzycy—fotografii barwnej. Na jej temat Czytelnik znajdzie przy końcu książki obszerniejsze rozważania.

Każde zdjęcie jest poprawne

Naświetlonej błony z dyspozycją „proszę odbić po jednej z udanych” jest śmieszne. Cóż to znaczy „udanych”> Czy to, że tylko wyjątkowo, czy też tylko przypadkiem i tylko niektóre z negatywów naświetlono prawidłowo? Wszakże każde zdjęcie może i powinno być, przy pewnej staranności w pracy, poprawne. Fotografowanie się z niedźwiedziem w Zakopanem przejmuje grozą. Pozowanie chłopczyka na sopockim molo we wnętrzu międzyplanetarnej rakiety w czapce marynarskiej na głowie jest kpiną z dobrego smaku. Wyciągnijmy stąd jakieś własne wnioski. Pole działania dla fotografa, dla amatora, jest olbrzymie. Ma do dyspozycji fotografię czarno-białą, a w barwnej, aż dwie dziedziny: odbitki (powiększenia) na papierze, oraz przezrocza zwane slajdami. Fotografia amatorska ma przy tym całkowitą wolność od reguł, nawet reguł „świętej tradycji”. Te zasady można wykorzystać ze swobodą i radością człowieka wybiegającego wiosną na szeroką łąkę.

„TURYSTA BEZ KAMERY to człowiek, który zostawił w domu głowę”

Fotografia pomaga w prawidłowej ocenie wydarzeń, może mobilizować sumienie, budzić pragnienia. Może łagodzić wspomnienia po śmierci osób bliskich. Jest źródłem wspomnień i wiary. To prawda, że fotografia może dezorientować, służyć złu, na przykład wówczas, gdy użyto jej w celach propagandowych w niesłusznej sprawie. Zdarzają się w fotografii kłamstwa, niewłaściwe retusze. Ale może też jednoczyć narody dla wspólnego dobra. Za aparatem fotograficznym stoi człowiek, od niego zależy uczciwość fotografii. Przeważającym, jeśli nie wyjątkowym obszarem fotografii amatorskiej jest tak zwana fotografia rodzinna. Nie jest ona niczym gorszym ani pośledniejszym od innych dziedzin fotografii. Jest w tym coś z ludzkich wartości, gdy powstaje fotografia „na pamiątkę”, gdy chodzi o fotografię przystosowaną do wysłania do daleko mieszkającej rodziny, albo wręczenie własnej podobizny przyjaciołom. Chodzi jednak o to, ażeby w tej sympatycznej rozrywce fotograf pamiętał o poprawności i estetycznym wyglądzie fotografowanego obiektu.

MOŻLIWOŚCI WYBORU

Fotografia oglądana codziennie, narzucająca się wzrokowi przechodnia niemal natrętnie, być może spowszedniała, opatrzyła się. Nie zwraca się na nią uwagi. Niekiedy wyrażamy się lekceważąco: „Och, to tylko fotografia”. Inni ludzie po prostu nie znają się na fotografii, nie wiedzą, jak ją oceniać. Mawiają: „Ach? Świetne zdjęcie, jakie ostre”. A to przecież nie ma sensu. Nie ostrość nobilituje fotografię do rangi świetności. Czyni to wiele innych jej cech, jak poprawność formy, jej treść, i wiele innych ważnych czynników. W ciekawy sposób określił wartość fotografii reżyser filmowy Janusz Majewski. Oto jego słowa: „Przez nawyk oglądania filmów, przez nieustanny kontakt z telewizją, obraz ruchomy jakoś się zdewaluował. Natomiast nieruchomy obraz fotograficzny każe zatrzymać się myśli do refleksji. Bezruch daje fotografii walor uogólniający, tajemnicę, geniusz czasu”. Jawią się wciąż nowe przestrzenie, w których fotografia okazuje się niezbędna, niezastąpiona. Znajduje zastosowanie nie tylko w sprawach dotyczących ewidencji ludności, w prasie, medycynie, kryminalistyce, astronomii. Bez fotografii nie istnieje reklama, moda, plakat, okładki płyt gramofonowych. Modne kiedyś były fantazmy, które na zdjęciach pokazują pozornie nieprawdopodobne sytuacje, np. napad bandytów czy zbrodnię. Wynika wówczas ze zdjęć, że fotograf właśnie przypadkowo znalazł się na miejscu i wszystko uwiecznił na błonie. Cóż bez migawkowych fotografii znaczyłyby wielkie wydarzenia polityczne i sportowe. Fotografia jest integralną częścią współczesnej kultury. Ma do spełnienia w świecie misję moralną i estetyczną.

BARBARA. Przykład portretu w plenerze

„To jest właśnie to” co może przynieść jakiś sensowny oddech i spokój. Współczesny człowiek żyje wśród niepokojów i rozterek. Cierpi z powodu pewnych braków. Czuje się bezradny. Współczesne filmy, muzyka, nawet moda, przynoszą jakieś nieokreślone, ale uchwytne sygnały katastrofizmu. W muzyce nie ma już melodii, ukojenia, spokoju. Tańczy się w ciemnościach, wybijając bezmyślnie rytm. Najnowsze tytuły filmów brzmią: „Gwiezdne wojny”, „Niszczyciele roku 2000″, „Upadek zachodniej cywilizacji”. Zjawisko punków, życiowych niedobitków, sposób ich ubierania się, malowania, to zapowiedź innej przyszłości. Nie dajmy się zwariować! Pomyślmy: fotografia powstaje dzięki światłu. Żyje tym światłem, nie ciemnościami. Rejestruje nasze dziś, nié bawiąc się w budzącą niepokój science-fiction. Kochajmy za to fotografię.

Komputer komputerem, ale fotografia „to jest świat”

Przyjmuje się szacunkowo, że Polacy posiadają około trzech milionów aparatów fotograficznych. Około dwieście tysięcy fotoamatorów wyposażyło swe indywidualne czy klubowe laboratoria w powiększalniki. A to znaczy, że przystosowali się oni do pracy samodzielnej, że zamierzali własnoręcznie wywoływać swe błony i powiększać negatywy. Około osiemdziesięciu tysięcy naszych rodaków zrzeszyło się w przeróżnych regionalnych stowarzyszeniach fotograficznych i bierze udział w życiu tych instytucji, w konkursach i wystawach. Na podstawie przytoczonych liczb można jednak wysnuć i dość zaskakującą „odwrotną stronę medalu”. Otóż około dwóch milionów właścicieli aparatów fotograficznych trzyma je w szufladach i w ogóle nie fotografuje. Z całą pewnością ponad sto tysięcy amatorów posiadających własne laboratoria nie wykorzystuje ich wcale. Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że przyczyn jest wiele, ale chwilowe braki w zaopatrzeniu w materiały fotograficzne i chemikalia na pewno nie są przeszkodą najważniejszą. Może chowa się głęboko aparat, by wyjąć go raz do roku, podczas wakacji? Może brak książki, która ominie straszliwie zawiłe i dość nudne dociekania na temat optyki, chemii, sensytometrii, metody addytywnej i subtraktywnej w fotografii bez znajomości których można doprawdy świetnie fotografować!

KOMPUTEREM NIE FOTOGRAFUJE SIĘ

Komputer opanował świat. Komputerem entuzjazmuje się młodzież. Na pokazy pracy z komputerem przybywają setki zapaleńców. Gdy podczas takiego seansu ukażą się na monitorze nie tylko wyliczenia liczbowe, ale także jakiś rysunek, widzów ogarnia zachwyt. Czy to nie lepsze, czy nie „nowocześniejsze” od fotografii? Otóż z całą pewnością komputer fotografii nie zastąpi. (Komputer wbudowany w aparat fotograficzny kieruje jedynie jego automatyką). Komputer nie zastąpi inteligencji i myśli człowieka, który tworzy obrazy fotograficzne zgodnie ze swymi przeżyciami wewnętrznymi i aspiracjami kulturalnymi. Fotografia jest niebywale rozpowszechniona na całym świecie. Oto kilka spośród znanych przykładów. Dwa i pół miliarda kolorowych odbitek rocznie — to roczna produkcja we Francji. W okresie wakacyjnym do jednego z bardziej znanych europejskich laboratoriów amatorzy nadsyłają siedem ton błon do wywołania oraz półtora miliona slajdów do oprawy. Roczna sprzedaż aparatów fotograficznych na świecie sięga milionów sztuk. Fotografowanie stało się tak powszechną rozrywką jak seks i taniec napisała znana publicystka (Susan Sontag). I jest to prawdopodobnie bardzo bliskie prawdy.